Mar 29

Minęło sporo czasu od ostatniego wpisu na temat naszego niekończącego się projektu naszego kosmicznego RPG. Zmieniliśmy w tym czasie założenia gry, która pierwotnie miała zostać rozbita na 4 mini settingi, zwane roboczo “Czterema Filarami NOVEJ”. Obecnie, ze względu na kilka nowych możliwości postanowiliśmy tę ideę nieco przerobić.

Stratoyager

Przede wszystkim, NOVA: Stratoyager pierwotnie pierwszy z filarów “NOVEJ”, czyli “bitwy kosmiczne” zostanie przerobiony na grę bitewną pod nazwą NOVA 2230: Stratoyager.  Stwierdziliśmy, że potencjał gwiezdnych myśliwców zostanie lepiej wykorzystany w tej formule, niż w RPGu. Jak na razie prace trwają, od strony Ciepłego nad szkicami pierwszych prototypów modeli wykorzystywanych w grze, i od strony Raka vel zigzaka nad mechaniką gry.

Dość ważną informacją jest to, że uzyskaliśmy wstępne zapewnienia dotyczące produkcji figurek opartych na projektach Ciepłego. Pierwszy z nich, Vulture Mk II jest właśnie przygotowywany do produkcji, na razie jako model prototypowy. Więcej o “Sępie” możecie przeczytać TUTAJ, a poniżej roboczy szkic przygotowywany do modelowania 3D. Co prawda gdzieś tam, w odmętach archiwalnych twardych dysków można znaleźć stare trójwymiarowe projekty Vulture Mk I ale odrzuciliśmy je ze względu na ich “przestarzałośc” i skupiliśmy się na nowszej, ładniejszej wersji.

Vulture side view

Dlaczego zdecydowaliśmy się zrezygnować ze Stratoyagera w formie RPG było wspomniane  już wyżej.  Ale warto by było rozwinąć tę kwestię.

Przede wszystkim, niewielki “market research” przekonał nas, że akurat tym aspektem RPG ludzie są zainteresowani najmniej. Po drugie stwierdziliśmy ze dywersyfikacja jest lepsza i poszerza grono potencjalnych zainteresowanych. Chcemy również budować szersze spektrum uniwersum NOVEJ, gdzie bitewniak i RPG będą tworzyły harmonijną całość. Kto wie, może w przyszłości powstaną także gry planszowe czy opowiadania osadzone w tym uniwersum. Może gra komputerowa? To by było coś! Na razie jednak skupiamy się na bitewniaku, równocześnie powoli rozbudowując uniwersum NOVEJ pod kątem RPG.

Są także inne powody, dla których poszliśmy tą drogą. Można to nazwać szczęśliwym zbiegiem okoliczności. Ciepły zainteresował się kosmicznymi bitewniakami (Firestorm Armada od Spartan Games) mniej więcej w tym samym czasie co Raku zaczął robić swój własny system bitew kosmicznych, o roboczej nazwie Konflikt Ceresjański. W międzyczasie Raku nawiązał współpracę z firmą zajmującą się tworzeniem fizycznych modeli z projektów trójwymiarowych. Połączyliśmy to z faktem umiejętności projektowania przez Ciepłego “fajnych stateczków” i projektem NOVA, i stąd już była krótka droga do stwierdzenia – robimy własny bitewniak kosmiczny, z figurkami i wszystkim. Tak powstał pierwszy koncept NOVA 2230: Stratoyager.

Na razie wiele konkretów pozostaje do ustalenia, ale jedno jest pewne – już wkrótce pierwszy prototypowy model Vulture Mk II trafi do naszych rąk.

Niszczyciel klasy Ram

Warto też wspomnieć o samym pomyśle na grę.

Chcemy stworzyć skirmiszowy bitewniak kosmiczny, gdzie podstawową jednostką będzie szwadron myśliwców, mniej więcej w skali bitwy znanej z gier komputerowych takich jak Wing Commander, Starlancer czy X-wing vs TIE Fighter. Chcemy czegoś w średniej skali, większego od “dogfightów” znanych choćby z X-Wing Gra Figurkowa, ale też mniejszego niż wielkie bitwy znane z Firestorm Armada, Full Thrust czy Battlefleet Gothic. Podstawową jednostką będzie wciąż pojedynczy myśliwiec w szwadronie, a największą dostępną na stole jednostką będzie niewielki lotniskowiec czy korweta patrolowa. Przeciętna bitwa powinna zawierać średnio po kilkanaście modeli myśliwców + dwie, trzy większe jednostki, służące za element terenu, “objective” i ciężkie wsparcie w tym samym czasie.

Co do skali figurek jeszcze nie ma ostatecznej decyzji, musimy najpierw zobaczyć jak wyjdą prototypy. Figurki będą najprawdopodobniej żywiczne,  stosunkowo tanie i oczywiście do samodzielnego malowania.

Jak to wszystko wyjdzie, czas pokaże. Wiele jest jeszcze do ustalenia, jeszcze wiecej do zrobienia. Na razie jesteśmy dobrej myśli, wizja już niedługo zmaterializowanego “Sępa” dodaje nam skrzydeł. Prace nad mechaniką gry trwają, podobnie jak nad projektami kolejnych myśliwców i większych okrętów. Kilka konceptowych szkiców przyszłych myśliwców znajdziecie w sekcji POJAZDY.

Gdy tylko pierwszy Vulture Mk II opuści stocznię, z pewnością was o tym poinformujemy.

Dec 20

Gdy stratoyagery, że względu na swoją uniwersalność, zaczęły zastępować planetarne siły powietrzne, dość szybko jednostki desantowe doczekały się wparcia z orbity. Ciężkie myśliwce zawsze stanowiły postrach dla jednostek naziemnych, niosąc ze sobą więcej śmiercionośnego arsenału. Wolniejsze od swych uniwersalnych kuzynów, nadrabiały dodatkową obsługą, zwiększonym zasięgiem oraz ogromną ilością uzbrojenia. W latach sześdziesiątych XXII wieku powstało kilka koncepcji ciężkiego myśliwca wsparcia i wiele z nich można spotkać jeszcze na wyposażeniu, ale tylko jedna jest w pełni wykorzystywana do dziś.

Gdy w przestworzach królował STF-100 Sentilel, a na ekranach projektantów tworzył się jego następca Guardian, wojska desantowe ruszały pod osłoną szerokich skrzydeł ciężkiego myśliwca wsparcia STF-HF10 Vulture, jednego z ostatnich jakie opuściły stocznie Novej.

STF-HF10 Vulture Mk II

Vulture to olbrzym wśród myśliwców w 2230 roku, charakteryzujący się szerokimi skrzydłami i skośnymi statecznikami o powierzchni zbliżonej do skrzydeł. Projektanci mieli za zadanie stworzyć maszynę, zdolną przenieść ponad 12t uzbrojenia i której głównym polem walk będzie atmosfera planterana. Waga maszyny wymagała zainstalowania bardzo wydajnych silników anty grawitacyjnych, oraz szeroko rozstawionych, po bokach kadłuba, silników wentylatorowych. Dużych rozmiarów czerpnie oraz podłużny kształt zintegrowanych silników pulsacyjnych nadaje HF10 kształt maszyn z końca XXI wieku. Niezależnie od wyglądu, dwie jednostki napędowe, pulsacyjno-grawitacyjne, Nova SV-502, wspomagane płatami nośnymi, czynią w atmosferze z HF10 całkiem zwinną maszynę.

Niestety Vulture nie jest aż tak wydajny w przestrzeni kosmicznej. To co nadrabia systemami aerodynamicznymi, w próżni musi być wspomagane przez umieszczone w skrzydłach cewki grawitacyjne. Wydłużony kształt i przesunięcie cewek manewrowych ku tyłowi powoduje, że stratoyager bardzo charakterystyczne reaguje na stery i pilotom potrzeba czasu by opanować to monstrum.

W błędzie będzie jednak ten, komu wydaje się, że ten wyglądający niemrawo myśliwiec jest łatwym celem. Kolejnym charakterystycznym elementem wyposażenia HF10 jest jego uzbrojenie podstawowe. W kadłub wbudowane zostały działa wielolufowe FDA LC325, każde o mocy 3x25MW. Dodatkowo Vulture posiada podwieszoną pod kadłubem wieżę, z działem tego samego typu, pokrywającym całą “dolną” półsferę. Obrotowe działo jak i cała reszta dodatkowego uzbrojenia kontrolowana jest przez drugiego pilota/strzelca, co pozwala pilotowi skupić się całkowicie na pilotowaniu i prowadzeniu ognia z dział podstawowych. Dodatkowo strzelec ma do dyspozycji dwanaście zamków dodatkowego uzbrojenia, które zależnie od konfiguracji mogą zmienić HF10 w latającą fortecę lub szybki kuter torpedowy.

Aktualnie na wyposażeniu armii i floty znajduje się około 20 tysięcy ciężkich myśliwców Vulture. Najnowsza i unowocześniona wersja, z wymienioną elektroniką, spełniającą najnowsze standardy, to Mk III co pokazuje, że konstrukcja HF10 nie była często modyfikowana, głównie ze względy na swoją wielokrotnie potwierdzoną wartość bojową. Jednak w najbliższej przyszłości ta zasłużona maszyna zostanie zastąpiona przez nowszy typ, ale nie nastąpi to jeszcze przez kilka ładnych lat, czyniąc z STF-HF10 najdłużej służący model myśliwca we flocie.

Jul 19

„Przez tyle lat myśleliśmy, że istniejemy tylko my i Bryakarianie.
A tu, masz ci los, spotkaliśmy inteligentne buraki!”

wypowiedź anonimowa.

Pojęcie “Dzieci Kwiatów” pojawiło się na Ziemi w latach 60. XX wieku i odnosiło się do kolorowej hippisowskiej młodzieży. Nikt nie przypuszczał, że kiedykolwiek poznamy istoty, do których będzie można go użyć dosłownie.

W 2150 roku w skolonizowanym Pasie Marcusa napotkano statek kosmiczny nowej, obcej rasy. Łączność nawiązał krążownik „Liberator”. Wkrótce pojazd został zatrzymany i Pas Marcusa przeżył swoje pięć minut, podczas których zaroiło się tam od reprezentacji, dygnitarzy, naukowców i łowców sensacji. O ile ci uczeni ukuli oficjalną nazwę „Trzeci Gatunek” (przez praktycznych wojskowych zredukowaną do syslańskiego “Trigat”), o tyle pismacy podchwycili dopływające ze strzępów informacji wieści i rozpowszechnili dużo bardziej chwytliwe pojęcia – „Buraki”, „Dzieci Kwiaty” czy „Rasa Roślin”. Powód jest prosty: okazało się, że Trzeci Gatunek to organizmy, w których większość procesów zachodzi podobnie, jak wewnątrz organizmów roślinnych.

Równi bogom

W czasie pierwszych i kolejnych spotkań zawiązano przyjazne stosunki między rasami. Po spolegliwych bryakanach Dzieci Dwiaty były kubłem zimnej wody na ludzką pychę. Nie chylili czoła przed potęgą ziemskiego umysłu. Wkrótce ludzie zorientowali się, że mają do czynienia z partnerem równym człowiekowi. Ludzką wirtuozję metalu równoważą bowiem mistrzostwem w tworzeniu genetycznych splotów. Pierwszemu Gatunkowi służą przede wszystkim reaktor,mechanizm, kryształ i nanorurka, Trzeciemu natomiast mitochondrium, mięsień, neuron i chityna. Dzieci Kwiaty tworzą nieinteligentne, biologiczne struktury w wielkim zakresie zastosowań – od najprostszych obiektów codziennego użytku przez maszyny bojowe po statki kosmiczne. Zazwyczaj te bioautomaty mają owoidalne lub bulwiaste kształty, pokryte są tkanką różnej twardości i faktury, gdzieniegdzie posiadają otwory odżywcze bądź wypustki umożliwiające połączenie z ciałem użytkownika. Człowiek zetknąwszy się z takim biourządzeniem jest w stanie bez trudu rozpoznać jego pochodzenie, tak jak Europejczyk rozpoznaje muzułmańską architekturę. Naukowcy i stratedzy doceniają rozwój biologii i genetyki Trzeciego Gatunku. W przypadku zbrojnej konfrontacji ocenia się, że szanse byłyby bardzo wyrównane technologicznie, nie znamy tylko liczebności potencjalnego przeciwnika.

Niewiadome

Dzieci kwiaty nigdy nie ujawniły miejsca, które jest ich macierzystą planetą. Wiemy, że kolonizują wszechświat (z mniejszą intensywnością niż ludzie), ale nie wiemy, skąd pochodzą. Nadmienić także wypada, że gdyby nie wyraźne dążenie Trzeciego Gatunku do spotkania z nami, zapewne pozostawalibyśmy nadal pogrążeni w nieświadomości jego istnienia.

Wszelkie dane o Rasie Roślin zostały nam przekazane przez ich przedstawicieli, są zatem niepełne. Wszystkie informacje o ich budowie anatomicznej, strukturze fizjologicznej, modelu społecznym, religijnym etc. to jedynie strzępy danych. Niedostępna jest dla nas wiedza na temat codziennego życia “Buraków”. Brak jakichkolwiek wiadomości o ich kulturze, sztuce, kształceniu. Wszystkie te dane są skrzętnie ukrywane, niedostępne, owiane tajemnicą. Zarówno ludzie jak i bryakanie rozumieją jednak doskonale, że rasa roślin to istoty, których kategorie myślenia i sposoby zachowania są diametralnie różne od ich własnych.

Wieczna wojna, kruchy pokój, handel ponad podziałami

Ponad  nieufnością istnieje jednak działalność jednakowa zarówno dla ludzi, jak i dzieci kwiatów: handel. W niedługim czasie od pierwszych spotkań Ziemianie i trzeci gatunek zaczęli wymianę towarową. W 2230 roku rozwija się ona doskonale, dając profity kompaniom handlowym, przewoźnikom i transportowcom, wytwórcom i właścicielom kopalń. Firmy przewozowe oferują miejsca na statkach specjalnie dla obywateli trzeciego gatunku.

Jest jeszcze jeden równie ważny czynnik, który konsoliduje współpracę między rasami: wspólny wróg. Wkrótce po pojawieniu się w Systemie biostatków dzieci kwiatów, nastąpiły pierwsze konfrontacje i walki z czwartym gatunkiem. Od tamtego czasu historia Systemu jest opowieścią o wojnie, śmierci, nieufności, ksenofobii, nietolerancji i szaleństwie; ale też o bohaterach, mediatorach, poświęceniu i namiętności. Wojna w jakiś sposób kształtuje życie każdego mieszkańca Systemu, każdy musi się do niej ustosunkować. Wielu rzuca się w wir walki, inni próbują zarobić, większość przeczekuje. W 2230 roku pierwszy, drugi i trzeci gatunek łączą swoje siły, by odeprzeć niepoznanego, obcego najeźdźcę. Przyczyny konfliktu nie są jasne. Przeciętny obywatel wie tyle, że napotkanie dzieci kwiatów i nawiązanie z nimi przyjaznej współpracy leżały u podstaw niekończącej się wojny.

Trzeci Gatunek handluje z Systemem surowcami produkcyjnymi, zwłaszcza zaś rudami mineralnymi; czasem dochodzi do wymiany technologii. Handel z Rasą roślinjest w dużej mierze zasługą Armada Inc. największej w systemie korporacji frachtowej. Zaiste, niezwykły to widok: bezgłośnie sunący korytarzem, otoczony przedstawicielami Armady, wielkich rozmiarów półprzejrzysty cylinder ochronny zawierający żywe, inteligentne stworzenie…

Co wiemy…

Przedstawiciele Trzeciej Rasy budową przypominają wielki, chropawy owoid barwy zielonkawej lub brązowej z licznymi naroślami i dziesiątkami drobnych odnóży czy wypustek u spodu, które służą im zapewne do poruszania się w swoim naturalnym środowisku, a także spełniają funkcje manipulacyjne. Znacznie częściej jednak można zobaczyć przedstawiciela Trzeciego Gatunku w postaci niewyraźnej, unoszącej się w oparach pomarańczowego gazu struktury, umieszczonej w przypominającym pęcherz pławny półprzejrzystym, cylindrycznym zbiorniku wysokości trzech metrów.

Wiadomo również, że Trzeci Gatunek porozumiewa się za pomocą dźwięków, ale ich częstotliwość jest zbyt wysoka, aby ludzkie ucho mogło rozpoznać słowa. Konieczne jest korzystanie z prostych, elektronicznych urządzeń tłumaczących. Język roślinnych obcych jest zaskakująco konsekwentny w budowie, w związku z czym łatwy do przełożenia, a co ważniejsze – jest jeden. Wygląda na to, że wszyscy trzeciogatunkowcy porozumiewają się tą samą mową infradźwięków. Warto zaznaczyć, że wiele zwierząt, np. psowate, nietoperze, delfiny itp. może zdradzić objawy zaniepokojenia w pobliżu rozmawiających Buraków.

Komunikacja z przedstawicielami Rasy Roślin odbywa się za pomocą wynalezionych przez nich specjalnych „translatorów”, będących sztucznymi tworami biologicznymi. Tłumacz jest niczym innym, jak tylko niedużym, fioletowym stworzeniem, które, przystosowanymi do tego celu ząbkami, przyczepia się do ramienia użytkownika oraz – specjalnymi wiciami – do strun głosowych, i łączy się z jego systemem nerwowym, a przystosowane jest do interpretacji wszystkich znanych nam języków. Treść tłumaczonych słów przekazuje bezpośrednio do mózgu.

Ciekawostką jest, co zauważa coraz więcej ludzi, że Trzeci Gatunek nie znosi w swojej obecności żadnych bryakan, oraz niektórych ludzi, zwłaszcza takich, którzy z bryakanami mają coś wspólnego. Dzieje się tak z nieznanych dotychczas powodów. Oczywiście fenomen badają wszystkie mniej oficjalne ośrodki naukowe, jak na przykład te Wywiadu Armii Systemu. Jednakże wyniki badań, jeśli jakieś są, są tak dokładnie utajone, że nie ma nawet teorii spiskowych, tłmaczacych ten fenomen. Zauważono natomiast w ostatnich latach zwiększone zapotrzebowanie na bryakarskich rekrutów w Armii Systemowej.

Jul 17

Shiaasilamunna Saennara Carill Tirvae,
Nomiaca Saennara Rill tirvae Apa.
Saennara Qouvae Carill.

„Saennara Liteathrill”, Ma’hina Saennara Liteathsharidill Shiaasilamunna

Wolność nadał nam Prorok,
nikt nam jej nie może podarować ponownie.
Jest nasza.

„Rozmowy o Wolności” Opowieść Ma’hiny o Wolności Shiaasilamunny

Bryakarianie są gatunkiem rozumnym, żyjącym na planecie M169.2 Bryakar. Planeta (i jej mieszkańcy) została odkryta w 2110 roku przez ekspedycję badawczą na statku OBS Conquistador III „New Horizon”, pod dowództwem kapitana Reeda Haslipa. Gatunek nazwano najpierw Haslipianami, następnie zaś bryakarianami. Często używa się wobec nich terminu „Drugi Gatunek”, jako że ludzie są pierwszym poznanym myślącym gatunkiem, a bryakanie drugim.

Planeta

Fragment zapisu encyklopedycznego:

Bryakar – 1. (→ M169 Arroyo) Układ planetarny, nr kat. 169, z pojedynczą gwiazdą typu M (typ Sol), oddalony od Ziemi o 326,543 lat świetlnych. Gwiazda stanowi centrum układu, obiegana po orbitach eliptycznych przez cztery planety, nr kolejno B1, B2, B3, B4.(…) 2. Planeta B2 Bryakar (wcześniej → Haslip), w układzie M169 Arroyo. Elementy orbity: półoś wielka 137,9 mln km; mimośród 0,0159. Okres precesji 25,5 tys. s.y.; średnica równikowa 11627 km; promień równikowy 6127,12 km; promień biegunowy 6103,775 km; albedo 0,36; masa 0,932 E, grawitacja 0,983 G. Cykl roczny planety – 468,5 s.d., cykl dobowy – 27,6 s.h. Nachylenie osi do płaszczyzny ekliptyki – 23,4°; przyspieszenie na powierzchni 9,0023 (1+0,00324 sin2α – gdzie α – szerokość geogr. miejsca pomiaru) m/s2; średnia temperatura powierzchni 19°C. Skład atmosfery: 76% azot, 22% tlen, 2% pierw. śladowe i dwutlenek węgla. Od przestrzeni międzyplanetarnej oddziela ją obszar magnetosfery. Planeta posiada dwa naturalne satelity: B2ST1 (→ Arroyo) i B2LG1 (→ Sheevatti). Od 2110 roku planeta posiada również satelity sztuczne. Powierzchnia pokryta w 79,16% lądami. Bieguny pokryte lodem. Morza i oceany podlegają pływom. Aktywne wulkany i ruchy tektoniczne. Na powierzchni występuje wysoko zaawansowana ewolucyjnie fauna i flora. Na planecie istnieje życie rozumne, → Bryakarianie (patrz też: → Drugi Gatunek, → Haslipianie)

Układ i planeta zostały odkryte w 2110 roku przez misję badawczą statku → OBS Conquistador III – „New Horizon”. Na trzeciej planecie od słońca układu wykryto życie roślinne i zwierzęce. Po wylądowaniu stwierdzono istnienie istot rozumnych. Planeta została nazwana na cześć kapitana wyprawy, Reeda Haslipa, a jej mieszkańcy Haslipianami. Wkrótce jednak doszło do kontaktu telepatycznego, zainicjowanego przez tubylców, w czasie którego załoga dowiedziała się o ich pokojowych zamiarach. Mieszkańcy nazywali siebie Bryakanami, a swój świat – Bryakarem. Kontakt z bryakanami był jednym z największych odkryć ludzkości. W ciągu kilku następnych lat opracowane zostały sposoby bardziej naturalnej dla ludzi komunikacji i na planecie ustanowiona zostaje ambasada Rady Systemu. Placówka jest duża, podzielona na liczne sekcje. Przez lata naukowcy Ziemi i B. zdobywają informacje o swoich kulturach i gatunkach. W roku 2120 nawiązane zostają oficjalne kontakty handlowe, od roku 2138 na systemowych uniwersytetach można studiować nauki bryakańskie. Przez pewien czas na Ziemi i jej koloniach B. jest tematem numer 1. Ku lepszemu poznaniu w sieci informacyjnej prezentowani są bryakanie i wywiady z nimi, powstają liczne programy edukacyjne na ich temat. Po kilku latach temat przestaje być nowością.

Podobieństwa genetyczne, fizyczne i psychologiczne pierwszego (ludzi) i drugiego gatunku są na tyle uderzające, że powstają liczne teorie na temat tego pokrewieństwa. Najszerzej rozpowszechnioną staje się → teoria Markova – Yelsona o genetycznym wspomaganiu rozwoju ludzi i bryakan przez inny gatunek, nazwany potocznie → Siewcami.

W roku 2167 w czasie rozmów z przedstawicielami B. zawiązano sojusz militarny o wzajemnej pomocy i obronie. Wystąpili oni jako strona życzliwa, ale nie zaangażowana i oficjalnie okazali poparcie bierne. Jednak już pod koniec lat 60 XXII wieku w akademiach wojskowych Systemu zaczęli pojawiać się bryakanie, szczególnie cenieni jako piloci myśliwców kosmicznych, ale obecni we wszystkich formacjach.

W roku 2170 na wniosek władz bryakarskich rozpoczęto integrację B. ze strukturami Systemu według tzw. → Planu Trujillo, a przedstawicieli B. przyjęto do Rady Systemu jako obserwatorów. W ciągu kilkunastoletniego programu miano umożliwić bryakanom osiedlanie się w dowolnych skolonizowanych światach, dostosować ich gospodarkę do swobodnego przepływu finansów, a także wprowadzić ujednolicony system edukacyjny. Już w roku 2171 odezwały się liczne protesty przeciw takim zarządzeniom, głównie ze strony konserwatywnych stronnictw na B. Po 2185 stało się jasne, że pełna integracja i całkowite włączenie B. nie będzie nigdy możliwe. W tym roku na B. wybuchła epidemia wirusa → Mauer β, która pochłonęła tysiące ofiar. W roku 2187, w wyniku katastrofy orbitalnej, która nastąpiła na stacji badawczej, spadające szczątki spowodowały radioaktywne skażenie kilkuset hektarów dżungli oraz wielki pożar. Przypuszcza się, że oba te tragiczne wydarzenia zostały spowodowane przez sabotażystów z poparciem osobistości wysokiego szczebla, jednak nie udało się nikogo postawić przed sądem. Związany z wydarzeniami jest → Ruch Wyzwolenia Bryakaru, organizacja polityczna i terrorystyczna, dążąca do zupełnej izolacji planety i jej mieszkańców od wpływów → Pierwszego Gatunku (patrz: → Człowiek). Oba te wypadki spowodowały coraz większy opór bryakan przeciwko ludziom. Nad planetą zawisa widmo okupacji ziemskiej. Jednakże w 2189 roku wychodzi, dopracowywana przez następne lata → ustawa Saedańska, według której bryakanie indywidualnie i dobrowolnie integrują się z Systemem, zaś w Radzie Systemu zasiadają jako obserwatorzy i doradcy. Korporacje i instytucje państwowe muszą natomiast uzyskiwać zgodę na instalowanie swoich filii. Ustanowiono także → Enklawę Beztechniczną na Kontynencie Północnym, gdie ludzie i ich technika nie mają wstępu.

Powierzchnia lądowa B. to kontynenty – Północny i Połudnowy. Otacza je Zielony Ocean. Na obu kontynentach kwitnie bujne życie roślinne i zwierzęce, odmienne niż ziemskie, jednakże oparte na podobnej ewolucji. Są więc ryby, płazy, gady, ptaki, ssaki, i inne, analogiczne do ziemskich. Planetę porastają gęste lasy, w strefie podzwrotnikowej przemieniające się w lasy tropikalne. W oceanie również kwitnie życie, bogatsze niż na Ziemi.

Populacja planety wynosi 148,1 mln istot rozumnych. 85% to rdzenni mieszkańcy planety. Większość zamieszkuje kontynent południowy, w okolicach równika i w strefie podzwrotnikowej. Gospodarka rolna i arkologiczna, hodowla, rybołówstwo, przemysł tekstylny, włókienniczy, ceramiczny, turystyczny. Brak istotnych surowców mineralnych. Urzędowy język: bryakański, syslan. Waluta: kredyt bryakański. Stolica: Lamam’unna. Dwa porty kosmiczne. Kontynent Północny uznany za Enklawę Beztechniczną w 2189 roku. (…)

encyklopedia powszechna Canal 2225

Mieszkańcy

Fragment opracowania naukowego:

Bryakarianin (Bryacarus haslipus sapiens) to istota zamieszkująca planetę Bryakar w systemie planetarnym M169. Kręgowiec, dwunożny, żyworodny ssak, rozumny. Gatunek posiada męską i żeńską płeć. Wzrost dochodzi do 175 cm, przeciętny to 150 cm, przy czym samce są o około 5 cm wyższe od samic. Waga dochodzi przeciętnie do 39 kg. Mocno rozwinięty mózg, zwłaszcza część odpowiadająca za myślenie abstrakcyjne, oraz tzw. płat Psi, umieszczony w ciemieniowej części czaszki. Czaszka wydłużona na potylicy, pochylone do tyłu czoło, delikatne wały nadoczodołowe, twarz trójkątna, mocno zaznaczona bródka, dodatkowo u samców dobrze umięśniona i szeroka szczęka. Uzębienie składa się z 28 zębów, w tym 4 szczątkowe kły, 4 siekacze i 20 trzonowców. W górnej szczęce po dwa kły z każdej strony. Zachowana szczątkowa diastema. (przerwa pomiędzy zębami w dolnej szczęce, dopasowana do górnych kłów, które mogły się w niej niegdyś chować). Uszy ruchome, odstające, zwinięte, większe niż ludzkie. Oczy bez zaznaczonych tęczówek i widocznych białek, monochromatyczne, zwykle czarne, bursztynowe, wiśniowe lub seledynowe. Umożliwiają ograniczone widzenie w ciemnościach. Owłosienie występuje tylko na głowie (z wyłączeniem twarzy) i wzdłuż linii kręgosłupa, do krzyża. Włos jedwabisty, delikatniejszy niż ludzki, od karku przemienia się w puszek. Skóra delikatna, gładka, o odcieniu brązowym lub oliwkowym. Szczupła budowa ciała. Nogi i ręce proporcjonalnej długości w stosunku jak u człowieka. Chwytne pięciopalczaste dłonie z przeciwstawnym kciukiem, palce zakończone paznokciami. Stopa wysklepiona, umożliwia w pełni wyprostowaną postawę ciała i bieg. Narządy płciowe podobne do ludzkich. Rozmnażają się w sposób płciowy, identyczny do ludzi. Ciąża u samicy trwa ok. 6 miesięcy standardowych, i zwykle rodzi się jedno dziecko. Okres dorastania to około 16 lat standardowych, przy czym średnia umieralność to 85 s.lat. Samica może rodzić (jest płodna) co 5 lat bryakańskich od 14 roku życia. Samiec jest zdolny do rozrodu od 10 roku życia do śmierci. Naturalna przeżywalność dzieci wynosi 76,8%. Krzyżówki z ludźmi niemożliwe. Budowa wewnętrzna analogiczna do ludzkiej, poza wyżej wymienionymi różnicami.
Jeśli chodzi o sposób odżywiania, są oni wszystkożerni, przy czym dieta roślinna stanowi ponad 90%. Niedobory białka i tłuszczów uzupełniają pokarmem zwierzęcym, głównie w postaci nabiału i ryb. Mięso wyższych zwierząt jedzą bardzo rzadko, wyłącznie surowe.

Około 10% populacji posiada zdolności parapsychiczne. Badania mózgów bryakan wykazały, że w przeszłości większość osobników miała takie zdolności. Jednakże zanikły one w trakcie ewolucji. Należy przeprowadzić dodatkowe badania parapsychiczne i antropologiczne, aby dokładniej zbadać ten fenomen.

Gardana E. 2119
Bryakanie. Fizjologia i zachowania. w „Opisanie Bryakaru”
Ziemia, Sol

 

Fragment opracowania nukowego:

Prześledzenie pełnego rozwoju tego gatunku na planecie wymaga jeszcze dalszych studiów i opracowania odpowiedniej terminologii i nazewnictwa rodzajowego. Wiemy, że protoplastą gatunku był ssak żyworodny, przypominający ziemskiego tupaja, czyli wiewiórkowate zwierzątko futerkowe, podobne do lemura, stąd też nazwa – tupaj bryakański (Tupaii bryakari ancientis). Warto dodać w tym miejscu, że pramałpy ziemskie, będące przodkami człowieka, pochodzą właśnie od pratupai. Tupaj bryakański pojawił się na planecie ok. 65 mln lat s. temu w strefie podzwrotnikowej i równikowej. Nie rozwinął się on jednak w formy małpowate, jak na Ziemi, ale rozwijał się nieprzerwanie prawie nie zmieniając trybu życia. Żywił się prawdopodobnie owadami, na co wskazuje budowa szczęk w znaleziskach paleontologicznych. Prowadził nadrzewny tryb życia, głównie nocny. Głównym zmysłem był wzrok, a duże oczy, umieszczone szeroko, ale z przodu głowy, pozwalały zarówno na widzenie stereoskopowe, które pomagało przy ocenie odległości wśród drzew, oraz widzenie szerokokątne. Dodatkowo, pod wpływem ciemności, jakie panowały w partiach dżungli, zamieszkiwanych przez pratupaje, wykształciły one zdolność widzenia w ciemności, podobnie jak ziemskie koty. Życie na drzewach spowodowało wykształcenie się także chwytnego ogona oraz kończyn. Zmiana środowiska, spowodowana prawdopodobnie przez ochłodzenie klimatu, które nastąpiło około 14 mln lat s. zmusiła dalekiego potomka tupaja bryakańskiego, dryotupaia (Dryotupaii proconsul), do zejścia z drzew i poruszania się w terenie sawannowym. Prawdopodobnie wtedy zaczął rozwijać się mózg, zwłaszcza jego część odpowiadająca za myślenie abstrakcyjne. Dryotupaj zaczął tworzyć pierwsze konstrukcje obronne, takie jak ogrodzenia z kolczastych krzewów, czy kamienne murki przeciwwietrzne. Zmusiły go do tego drapieżniki sawanny, z którymi dryotupaj zetknął się po raz pierwszy. Uważa się, że dryotupaj musiał zacząć się bronić w sposób zorganizowany, ponieważ nie posiadał żadnego systemu obrony przeciw dużym drapieżcom, których w lesie tropikalnym nie było. Po ok. 2mln lat, na skutek dalszego ochłodzenia, a więc i wysychania klimatu, sawanny ustąpiły miejsca stepom. Owadów było tu mniej, tak więc dryotupaj musiał przestawić się na konsumpcję owoców, a głównie orzechów lagalluna, które rosły w stepie. Poruszał się już wtedy w sposób wyprostowany, z rzadka podpierając się przednimi kończynami, które uległy skróceniu. Dłonie stały się bardziej chwytne. Ponieważ orzechy lagalluna były bardzo twarde, dryotupaj zaczął je rozłupywać kamieniami, tworząc pierwsze narzędzia. Wciąż budował swe schronienia, coraz większe i doskonalsze. Wkrótce zaczął także polować grupowo na małe zwierzęta, zbierać kłącza jadalne i jeść padlinę, lecz orzechy i coraz rzadziej znajdywane w stepie owoce, stanowiły podstawę posiłków. Klimat po około 4 milionach lat powrócił do stanu sprzed zejścia z drzew pierwszych przedstawicieli wczesnego dryotupaja. Powróciły lasy, najpierw parkowe, później tropikalne. (…) Po kolejnych 7 mln lat wykształcił się z niego Bryakarus primus, tworzący pierwsze intencjonalne wykonywane narzędzia, głównie ze skorup orzechów lagalluna i skał, przeważnie wapiennych. Widać ślady skomplikowanych form polowań na duże zwierzęta, oraz pierwsze rytualne pochówki. Wskazuje to pośrednio na wysoko rozwinięte zdolności komunikacyjne, potrzebne przy organizacji takich przedsięwzięć. Ponieważ tzw. ośrodek Brocka, obecny również u ludzi, nie był jeszcze wykształcony, istoty te nie potrafiły porozumiewać się werbalnie. Zakłada się, że już wówczas protoplaści bryakan rozpoczęli komunikację telepatyczną. Warto zauważyć, że dotychczas gatunek rozwijał się wyłącznie na Kontynencie Północnym, nie ruszając się ze strefy podzwrotnikowej. Jak wspomniano w poprzednich rozdziałach, na Kontynencie Południowym istniało wiele gatunków ogromnych drapieżników, które uniemożliwiły rozwój jakichkolwiek form inteligentnych. Drapieżniki owe, w klasyfikacji systemowej zaliczane do ogniwa pośredniego pomiędzy tamtejszymi gadami a ptakami, były potomkami protoplastów ssaków. Można powiedzieć, że były to „dinozaury bryakańskie”, rozwijające się nieprzerwanie, gdyż na Bryakarze nie następowały w przeszłości kataklizmy tak niszczące życie, jak na Ziemi. Pomimo że drapieżne, „aerozaury” były niezwykle inteligentne. Około 3,5 mln lat temu nastąpiło kolejne ochłodzenie klimatu, tym razem ostrzejsze. Wody opadły o tyle, że utworzył się pomost, łączący oba kontynenty (obecny archipelag Shaillahikhi). Równocześnie primus został zmuszony do wędrówki na południe, w stronę równika. Napotkał on wtedy duże, drapieżne ptakogady, które przeszły na Kontynent Północny, wędrując za ciepłolubnymi stadami roślinożerców. Zaatakowały one świadomie primusy, dziesiątkując je niezwykle szybko. Przodek bryakan zaczął się bronić. Po niezwykle krótkim okresie, około 40 tys. lat, drapieżne gady wyginęły. Równocześnie zauważalny stał się rozrost potylicznego płata mózgu u primusa. Naukowcy przypuszczają, że wykształcił on swe zdolności parapsychiczne jako broń przeciwko aerozaurom. Pośrednio wskazują na to również szczątki gadów, dosyć licznie znajdywane. Ani jeden obiekt nie ma zachowanych śladów ran, czy prób jego spożycia, nie mogły więc być zabijane fizycznie. Ponadto większość zachowanych szkieletów wskazuje na śmierć głodową. Często znajdywane są skupiska kości, liczone na kilkadziesiąt do kilkuset osobników, co może sugerować jakieś sterowanie nimi. Wiadomo, że duże zwierzęta roślinożerne, będące podstawą wyżywienia aerozaurów, przetrwały jeszcze długo i wybite zostały stosunkowo niedawno. Na podstawie tych faktów naukowcy doszli do tezy, że zwierzęta były dominowane, spędzane na jeden obszar, a następnie w jakiś sposób unieszkodliwiane, na przykład poprzez kasowanie pamięci, albo usunięcie instynktu przeżycia. Potrzeba rozwinięcia mózgu wykształciła kolejne ogniwo ewolucji, którym był Bryakarus manipulator. Manipulator wykorzystywał swe zdolności do zdobywania pożywienia, dzięki czemu miał więcej czasu na rozmnażanie i rozwój duchowy. Zaczął wytwarzać skomplikowaną kulturę duchową oraz materialną. Udoskonalił także inwentarz materialny. Opanował ogień, być może poprzez pirokinezę. Rozprzestrzenił się w ciągu następnego miliona lat po całej planecie, z wyłączeniem obszarów podbiegunowych. Nastąpił wielokierunkowy rozwój gatunku, prowadzący do powstania około 1,2 mln lat temu istoty zwanej Bryakarus panglobalis. Rozproszenie spowodowało znaczne zmniejszenie populacji na danym terenie, przez co grupy panglobali spotykały się niezwykle rzadko, jeśli w ogóle, co skazywało je na rozmnażanie wewnątrz własnej grupy. Doprowadziło to do pewnego uwstecznienia i degeneracji gatunku, spowodowanego wsobnym (endogamicznym) rozmnażaniem. Zanikła wtedy większość parapsychicznych zdolności u ponad 80% populacji, jak się dziś ocenia. To z kolei zmusiło panglobalisa do poszukiwania nowych źródeł ognia i nowych sposobów zdobywania zwierząt. Wtedy też zaczął wykorzystywać narzędzia obsydianowe i radiolarytowe. Opracował także wiele technik łowieckich, dostosowując je do klimatu i rodzaju zwierzyny. 800 tys. lat temu nastąpiło kolejne ochłodzenie klimatu, które znów zepchnęło bardzo już zróżnicowanego panglobalisa na południe. Nastąpiło ponowne zagęszczenie się populacji. Następstwem tego była zwiększona możliwość rozwoju egzogamicznego, który 200 tys. lat temu zaowocował powstaniem nowej, uniwersalnej istoty, zwanej Bryakarus protosapiens. Miał on już wysoko rozwiniętą kulturę materialną i duchową, o czym świadczą liczne pozostałości po osadach i obiektach kultowych. 60 tys. lat temu zakończyła się era lodowcowa, umożliwiająca kolejne zróżnicowanie gatunku. 20 tys. lat temu zakończyła się ewolucja bryakan, przynajmniej do dziś. Ostatnim ogniwem jest Bryacarus sapiens, czyli bryakanin rozumny, zwany również od nazwiska odkrywcy, Reeda Haslipa – Bryacarus haslipus sapiens.

Warto zauważyć, że z powodu łagodniejszych wahnięć klimatu niż na Ziemi (za wyjątkiem okresu sprzed 3,5 mln lat, kiedy to lodowce dotarły aż do strefy zwrotnikowej), rozwój bryakan trwał wolniej, gdyż nie było bodźca do rozwoju, natomiast kiedy już występował taki bodziec, rozwój następował stosunkowo szybko, ale polegał głównie na dostosowaniu się do nowych warunków. (…)

Oushijama K., V. Shauleaaolie 2137
Ksenogeneza bryakarian w „Historia naturalna Bryakaru”
Lamam’unna, Bryakar

 

Fragment opracowania nukowego:

O wykształceniu się istot w pełni rozumnych na planecie Bryakar możemy mówić mniej więcej od tego samego czasu, co i na Ziemi, czyli około 1,2 mln lat temu. Fakt ten zastanawia od dawna wielu naukowców. Do najśmielszych hipotez należy tzw. ”Teoria Siewców” (Markov, Yelson 2115, 2121), głosząca, że zarówno ludzie, jak i bryakanie byli genetycznie wspomagani przez jeszcze inną rasę, posiadającą już wtedy technologię pozwalającą na podróże międzyplanetarne i manipulacje genetyczne na tak ogromną skalę. Teoria ta cieszyła się sporym powodzeniem w swoich czasach, kiedy trzeba było przełamać nieufność i uprzedzenia społeczeństwa ludzi. „Siewcy” mieliby być tu ojcami rozumu we Wszechświecie. Nie znaleziono jednak do tej pory ani jednej pozostałości po tej domniemanej rasie. Autorzy stwierdzili także, że owe istoty mogły przybyć na Ziemię i Bryakar wielokrotnie, pilnując swych „dzieci”. Miała by to popierać teoria XX wiecznego ziemskiego pisarza, E. Danikena, jakoby niektóre rysunki naskalne „statków kosmicznych”, czy „prahistoryczne” odciski stóp kosmitów, były pozostałościami po Siewcach. Siewcy odeszli w momencie, gdy ich dzieci stały się samodzielne. Według autorów, owe istoty mogły sformatować obie planety, Ziemię i Bryakar, dając im tym samym życie, gdyż jak wiemy, są to jedyne światy w znanym Wszechświecie, których człowiek nie musiał terraformować, by na nich żyć. Po co jednak miały by to robić? Czy były Wielkimi Kreatorami, tworzącymi życie dla samej pasji tworzenia? A może eksperymentatorami, badającymi rozwój rozumu? Autorzy przychylają się do tego drugiego wytłumaczenia. Jako dowody podają „latające spodki”, plagę drugiej połowy XX wieku. Niezliczone porwania ludzi, zanotowane w kronikach i prasie, miałyby służyć „Siewcom” do dogłębnej analizy ludzkości. Autorzy zauważają, że UFO (ang. Unidetified Flying Object) pojawiały się mniej więcej w okresie pierwszych kroków w kosmos, a więc u szczytu przełomu, przyłączającego ludzkość do wielkiej, kosmicznej rodziny istot rozumnych. UFO nagle zniknęły wraz z pierwszą wyprawą „Conquistadora”. Według autorów, Siewcy, do tej pory prowadząc nas „za rękę” (do dziś nie odtajnione rzekome raporty o katastrofach UFO mogą wskazywać na „podrzucanie” nam zaawansowanych technologii) postanowili odejść, nie narażając się na zbyt wczesne rozpoznanie. To oznacza, że być może, gdzieś tam, w przestrzeni, czekają na nas.

Choć powstało do dzisiaj kilkadziesiąt teorii na temat tak niewiarygodnej zbieżności czasu wykształcenia się rozumu na obu planetach, oddalonych od siebie o setki lat świetlnych (np. patrz: Kaneda 2164, Raupenthal 2179), „Teoria Siewców” nadal utrzymuje rację bytu. Jako potwierdzenie jej słuszności inni badacze ( Rodriguez, Sharilaruna 2201) wskazują na wyniki komparatystycznych badań genetycznych kodu DNA obu gatunków. Zgodność kodu wynosi 98,654 procent, co wskazuje na stopień pokrewieństwa między nami niewiele mniejszy niż ludzi z szympansami. Ponadto badania etnograficzne, prowadzone na Bryakar przez profesor Tharię D’Abal (D’Abal 2218, D’Abal, Fergusson 2221), wskazują na wiele zbieżności w mitach i legendach drugiego gatunku i australijskich Aborygenów, żyjących na Ziemi do drugiej połowy XXI wieku.

Wszystkie te teorie, posiadające coraz bardziej solidne podstawy, każą nam wierzyć, że kiedyś napotkamy naszych twórców, „Siewców”. Jak na razie jednak, musimy zadowolić się domysłami.

Thierry Hamamori
Fragment artykułu w „Bryakan Anthropologist” 6 (1027) Czerwiec 2227

Społeczeństwo

Ulotka propularyzująca Bryakar:

Wybierając się na Bryakar, lub tylko spotykając bryakanina, warto znać kilka podstawowych wiadomości na temat kultury, a także innych dziedzin życia drugiego gatunku – religii, sztuki i techniki. Pomoże nam to w kontaktach z tubylcami, a także pozwoli lepiej zrozumieć bogactwo tej odmiennej, obcej, a jednak bliskiej nam rasy rozumnej.

Na początek przyjrzyjmy się bliżej technice i kulturze materialnej bryakan. Jak wiemy, do czasu spotkania z ludźmi nie odkryli oni techniki obróbki metali. Wynika to z niskiej zawartości rud metali blisko powierzchni ziemi. Nie znaczy to, że należy ich uważać za rasę znacznie niżej stojącą od nas cywilizacyjnie. Bryakanie nie sięgnęli gwiazd ani głębin oceanów, ale opanowali całą swą planetę. Mając pod dostatkiem skał (głównie wulkanicznych), drewna i innych materiałów organicznych, wytworzyli dosyć zawansowaną technikę porównywaną z osiągnięciami ziemskich Azteków czy Majów. Podstawowym materiałem na narzędzia były skały, takie jak radiolaryt, obsydian i kwarc. Wykonywano z nich broń, na przykład słynne bryakańskie rytualne miecze obsydianowe, narzędzia rolnicze i budowlane, instrumenty medyczne i narzędzia artystyczne. Wyrabiano z nich także ozdoby. Bryakanie odkryli specjalny rodzaj kwarcu, występujący tylko na ich planecie. Łupliwy w wysokiej temperaturze, ale po wystygnięciu twardszy niż diament. Znajdywany w niewielkich ilościach, nie stał się nigdy powszechnie stosowanym materiałem. Umożliwił jednak obróbkę kamieni szlachetnych, które ze względu na twardość również były wykorzystywane jako części pracujące narzędzi.. Jak wiemy, bryakańskie klejnoty są wciąż jednym z ważnych surowców, używanych w przemyśle optycznym Systemu. Budownictwo zawsze stało na Bryakrze na wysokim poziomie. Ośrodki kultu, obecnie opuszczone, były budowane z kamienia. Były to ogromne kompleksy świątynne, do dziś zadziwiające ludzkich architektów delikatnością i strzelistością konstrukcji. Jednakże domy mieszkalne i inne budynki, na przykład gospodarcze, są budowane z drewna i gliny. Ich charakterystyczny, kopulasty kształt rozpoznaje się bez większych trudności. Budowle te zawsze są wkomponowane w otaczającą przyrodę i ukryte wśród pięknych, dzikich ogrodów. Jak wiemy bryakanie nie budują miast, choć w przeszłości istniały takie wokół centrów religijnych, jak wskazują na to odkrycia archeologiczne. Bryakanie doskonale budują smukłe statki i łodzie, całe z drewna, stanowiące główne środki transportu w ich świecie lasów i rzek. Tam gdzie teren jest bardziej suchy i mniej zalesiony, używa się miejscowych wierzchowców, sholilomaków, przypominających wielkością i sposobem poruszania ziemskie kangury olbrzymie, a właściwie skrzyżowanie kangurów z mrówkojadami. W terenie trudno dostępnym, albo na długich dystansach, używa się jako wierzchowców yrillyiaa, skrzydlatych roślinożernych istot, podobnych nieco do ziemskich orłów. Yrillyiaa są pokryte futerkiem, za wyjątkiem pierzastych skrzydeł i ogona, na głowie mają grzebień kostny. Bryakanie konstruują także lotnie i szybowce. Nie budują dróg. Ponieważ drugi gatunek jest bardzo artystycznie uzdolniony, jego inwentarz użytkowy zachwyca każdego człowieka. Pięknie ukształtowane, doskonale wypalone i bogato zdobione w fantastyczne wzory naczynia, często pokrywane pięknymi emaliami. Komfortowe meble, wykonane, jakby ktoś zmusił gałęzie do ułożenia się w ten sposób, aby twórcy pozostało już tylko ścięcie i usadowienie się na nich. Pięknie tkane i barwione tkaniny, okrywające ciało jak mgiełka. Każde narzędzie, każdy przedmiot użytkowy, tchną takim artyzmem zdobień, że zmuszeni jesteśmy w tym miejscu przejść do sztuki.

Bryakanie to rasa artystów. Fakt ten nie ulega wątpliwości dla każdego, kto kiedykolwiek zetknął się z wytworami drugiego gatunku. Piękne, naturalistyczne rzeźby, zachwycające lekkością i dokładnością wykonania, sprawiają wrażenie, jakby za chwilę miały się przebudzić z kamiennego snu i poruszyć się. Obrazy zachwycają wzrok swą ekspresyjną głębią przekazu i doskonałym wyczuciem barw i kompozycji. Architektura kamienna, jak wspomniano wcześniej, fascynuje ludzi swą ażurową lekkością i bogactwem zdobień, Jeśli chodzi o domostwa drewniane i ogrody, są one doskonałym przykładem harmonii i wyczucia artystycznego autorów. Najczęstsze motywy spotykane w sztuce bryakan to albo abstrakcyjne asymetryczne wzory, z pozoru nic nieznaczące, lecz głęboko związane z filozofią, oraz naturalistyczne przedstawienia postaci bryakan, zwierząt oraz przyrody.

Poza sztuką, bryakanie zajmują się także muzyką i poezją. Instrumenty muzyczne to głównie flety, fletnie i inne dęte drewniane. Ponadto używane są instrumenty podobne w budowie do harf i lir, choć zupełnie inaczej zestrojone niż ziemskie, oraz różnego rodzaju bębny i bębenki, tamburiny, grzechotki i klekotki. Muzyka jest albo bardzo wesoła i skoczna, przypominająca nieco ziemskie pieśni celtyckie, o podobnej zresztą tematyce. Ponadto często wykonywane są utwory liryczne, będące właściwie śpiewaną poezją. Tematyka takich pieśni jest różna, ale zwykle są to hymny do przyrody i pieśni tragiczne, często miłosne. Do tego nurtu zaliczają się też eposy historyczne, które przekazywane są z pokolenia na pokolenie. Do czasu przybycia człowieka nie były one spisane, a najstarsze pochodzą sprzed 12 tys. lat! Ostatnim głównym nurtem w muzyce bryakańskiej jest muzyka relaksacyjna i transcendentalna, pomagając w skupieniu i medytacji. Tu zalicza się też muzyka transowa, wykonywana tylko i wyłącznie na bębnach. Poezja jest równie często śpiewana, co recytowana, także trudno tu mówić o jakimś podziale. Utwory są komponowane na okazję, lub też w trakcie południowej sjesty, kiedy to wszyscy bryakanie odpoczywają wśród swych ogrodów, medytując lub tworząc poezję.

Jeśli chodzi o religię bryakan, nie posiadają oni obecnie bóstw w naszym rozumieniu tego słowa. Wiadomo, że kiedyś, przed tysiącami lat, istniał wśród nich wysoko rozwinięty kult tzw. Triady. Na triadę składały się trzy bóstwa: Yillolaptaneh, pan Nieba, Słońca i Deszczu; Aerassailli, pani Życia i bryakan, oraz Veiiastrahasa, pani Natury. To właśnie na cześć Triady budowane były ogromne kompleksy świątynne. Jednakże około 7 tys. lat temu pojawił się Shiaasilamuna Prorok, który spowodował porzucenie świątyń i odsunięcie się od kultu. Nadal niejasne jest w jaki sposób to się stało, gdyż przekazy ustne są bardzo skomplikowane w przekładzie na język ludzi, jak cała zresztą mowa wiązana bryakan. Wiemy tylko, że Prorok posiadał potężne moce parapsychiczne i wskazał nową drogę życia. Religię zastąpiła filozofia, podobna do ziemskiego buddyzmu. Jej założenia to ciągły rozwój duchowy, prowadzący do zjednoczenia się z całym Wszechświatem, wyzbywając się równocześnie cierpienia, wynikającego z niewiedzy. Ponadto otaczają szacunkiem tych spośród siebie, którzy posiadają zdolności Psi. Uważają, że są oni bliżej zjednoczenia z Wszechświatem. Należy więc próbować osiągnąć ich możliwości poprzez medytację, rozwijając walory swego umysłu oraz wstępowanie na kolejne poziomy ewolucji. Ma to doprowadzić do zrozumienia natury Wszechrzeczy i czerpania z tego faktu nieskończonej przyjemności. Z tego też względu bryakanie to lud niezwykle łagodny, lubiący ponad wszystko przyjemności, ale dozowane w sposób mądry. U bryakan nie spotyka się sybarytów, a perwersyjne przyjemności są rzeczą niespotykaną. Ważna w ich życiu jest medytacja i wyciszenie, pozwalające na kontemplację i udoskonalanie siebie, Natury i reszty świata. Temu też ma służyć sztuka, przedstawiająca piękno i doskonałość świata, odzwierciedlając tym samym piękno umysłu, który ją tworzy.

Bryakanie szanują Naturę i nie niszczą jej jak ludzie, ale nauczyli się czerpać radość i ukojenie w jej pięknie. Starają się także zachować równowagę w przyrodzie, dzięki czemu żyją dostatnio i bez większych trosk o jutro. Ten stan rzeczy dotyczy oczywiście bryakan nadal kultywujących tradycje przodków. Obecnie coraz częściej zauważa się odstępowanie młodych od dawnych zwyczajów na koszt „humanizacji”, spowodowanej przez pojawienie się ludzi z ich ekspansywną kulturą i gospodarką. Bryakanie wierni tradycji jednak nie oponują, uznając, że odszczepieńcy kiedyś zrozumieją swój błąd i powrócą, być może wnosząc do kultury nowe, dobre elementy kultury ludzi. Jedynym przypadkiem, kiedy bryakanie sprzeciwili się ludziom, było sprzeciwienie się osiedlaniu się ludzi na Kontynencie Północnym. Nazwano go Enklawą Beztechniczną. Pozostała ona nietknięta ludzką cywilizacją, dzięki czemu rozwija się tam nadal pierwotna, niczym nie zmącona kultura. Natomiast Kontynent Południowy został zasiedlony przez stosunkowo niewielką społeczność ludzi, którzy w większości przejęli wartości duchowe bryakan. Równocześnie wprowadzili wiele ulepszeń technicznych, pomagając tubylcom. Spowodowało to jednak zachwianie naturalnej równowagi. Wokół ruin świątyni zwanej Lamam’unna pozwolono ludziom zbudować jedno miasto. Postawiono tu nowoczesną metropolię, pełną szkła, stali i betonu, wgryzającą się na wiele kilometrów w dżunglę. Są tu kurorty, kasyna, muzea, hotele, opery, sklepy itd. Częstym obrazem jest widok bryakan, sprzedających swe wyroby artystyczne turystom za kredyty systemowe, za które żyją jak ludzie, budują wille, kupują samochody, i przedmioty zbytku, co dowodzi, że wcale się tak od nas nie różnią. Ciekawy jest fakt, że na starość prawie wszyscy powracają do korzeni.

Amelia Richards – Aluraullilla, Ambasador Systemu na Bryakar
Ulotka popularyzująca kontakty bryakańsko – ludzkie z roku 2186

 

Fragment legend bryakariańskich:

Legenda o Shiaasilamunie

Według legendy, był to potężny psionik, potomek jednego z królów-kapłanów, który nie mógł znieść dłużej rozlewu krwi. Uciekł on z siedziby swego ojca i zamieszkał w dżungli, pośród pięknych ogrodów, które zbudował własnymi rękami. Podziwianie piękna natury natchnęło jego duszę i dało spokój myśli. Długo medytował nad nieszczęściem ogarniętego szaleństwem Bryakaru. Wtedy dostąpił oświecenia i w mistycznej wizji znalazł odpowiedź. Skłóceni Manipulatorzy muszą się zjednoczyć. Ale jak? I przeciwko komu? Tego nie wiedział. Ale mimo to wyruszył ze swego domostwa w podróż, która miała dać mu odpowiedź na to pytanie. Wtedy też znalazł w lesie pobojowisko. Długo płakał, chodząc wśród zabitych. Znalazł tylko jednego rannego Nomynnye, którego opatrzył. Nieszczęśnik był wciąż pod wpływem mocy swego pana. Shiaasilamuna poczuł wielki gniew na Manipulatorów. Zerwał więzy mentalne wojownika i poprzysiągł sobie, ze będzie wyzwalał każdego spotkanego. Nomynnye odzyskał zmysły. Nazywał się Ma’hina. Stał się on pierwszym towarzyszem podróży Proroka, a także pierwszym i ostatnim generałem Wolnej Armii Proroka. Po męczeńskiej śmierci Shiaasilamuny, Ma’hina spisał nauki, które Prorok przekazał mu w trakcie wędrówek. Były to nauki o medytacji i osiągnięciu wyzwolenia, z których wyewoluowała dzisiejsza filozofia bryakan. Wędrując, szukali pojedynczych Nomynnye, których oswobadzali z więzów woli. Bezwolni stawali się wolnymi. Wieści o potężnym psioniku docierały do uszu Apashavaynnye, którzy bardzo się rozgniewali. Wolna Armia, która szła wraz z Prorokiem, była już wtedy potężna. Kilku władców zdecydowało się na wysłanie przeciwko Prorokowi własnych armii Nomynnye. Armia Proroka nigdy jednak nie stoczyła bitwy, oprócz jednej, znanej jako Cotahlallieyseei, Bitwa Ostatnich Łez. Nomynnye władców byli wyzwalani przez Proroka i przyłączali się do coraz potężniejszej Wolnej Armii. Apashavaynnye zrozumieli, że wysyłanie wojsk Bezwolnych nic nie da. Jeden z władców, według legend ojciec Proroka, stanął sam, wyzywając Shiaasilamunę na Pojedynek Umysłów. Po długim boju, toczonym wiele dni, Prorok zwyciężył. Apashavaynnye umarł, wyczerpany. Przed śmiercią rozpoznał w Proroku swego syna. Wyzwoliciel zapłakał i długo jeszcze rozpaczał nad swym uczynkiem. W tym czasie pozostali Apashavaynnye przerazili się. Zdali sobie sprawę, że Prorok może pokonać każdego z nich z osobna. Postanowili się zjednoczyć i stanąć przeciwko niemu. Na stokach wulkanu, zwanego dziś Cotahlallitolyi, Górą Ostatnich Łez, zebrali się, by zmierzyć się z mocą Proroka. Shiaasilamuna zrozumiał wtedy, że właśnie osiągnął to, co objawiła mu wizja. Wyruszył więc sam, by przekonać ich do zawarcia pokoju. Nakazał całej Wolnej Armii pozostać na dole. Jednakże w nocy, gdy dawno już zniknął wśród skał, Ma’hina miał sen, w którym Prorok został zgładzony, a jego armia padła łupem najpotężniejszego z królów. Zebrał więc wszystkich, i wyruszył na Górę. Jego sen wkrótce okazał się proroczą wizją. Shiaasilamuna nie mógł przekonać władców, którzy nie mieli zamiaru go słuchać. Według legendy było ich dwunastu. Rzucili na Proroka wszystkie swe moce, próbując go zgładzić. Jednakże on wytrzymał, długo się opierając. Całe zbocze zostało odcięte od świata przez sferę telepatyczną. Wolna Armia mogła tylko stać i patrzeć, podobnie jak dwanaście armii królów. Tymczasem Prorok słabł pod naporem, jednakże równocześnie słabli władcy. Czterech padło nieprzytomnych, zanim Prorok upadł po raz pierwszy. Gdy wstał, upadło kolejnych dwóch. Prorok padł po raz drugi, i na kolanach sprawił, że trzech padło na ziemię. Wtedy też upadł po raz trzeci i już nie wstał. Wtedy nastąpił wielki wstrząs, a góra rozstąpiła się, pochłaniając jego ciało, wraz z ciałami nieprzytomnych. Wielkie przerażenie zapanowało wśród Dwunastu Armii. Jednakże najpotężniejszy z żywych Apashavaynnye, Suthar’lillaamac, miał w sobie jeszcze dosyć mocy, by opanować ten strach. Zebrał ich, rzucając na Wolną Armię, rozpaczającą nad odejściem Proroka. Ma’hina dostrzegł to, i podniósł armię do boju. Wśród rzek lawy, spadających skał, w czarnym dymie starły się ze sobą dwie potężne armie. Walka trwała długo. Zginęły w niej tysiące bryakan, zarówno wolnych, jak i Nomynnye. Zginęli także trzej ostatni Apashavaynnye. Suthar’lillamac zginął jako ostatni, przebity obsydianowym mieczem Ma’hiny. Wtedy Nomynnye Dwunastu Armii odzyskali wolę. Bitwa ustała. Niedobitki zeszły na dół, gdzie Ma’hina przekazał im nauki Proroka. Od tej pory bryakanie na całej planecie przestali być Nomynnye, a stali się Saennaraynnye, czyli Wolnymi.

Fragment opracowania eposów historycznych klanu Ma’hina
prof. dr hab. Tharia D’abal

May 10

Każdy większy okręt gwiezdny, który nie jest sam w stanie wejść w atmosferę planety, wyposażony jest w wahadłowce. Nazywane przez pilotów Floty Gwiezdnej ‘taxówkami’, są niezastąpione jako transportery załogi i zaopatrzenia oraz jako jednostki ratunkowe.

APTU FSCS 4

APTU FSCS 4 to lekki transporter wielozdaniowy stanowiący uzupełniające wyposażenie większości ciężkich jednostek Floty Gwiezdnej Systemu. W kwestii nieopancerzonych transportowców wiele się nie zmieniło w ciągu ostatnich piędziesięciu lat, poza unowocześnianiem silników i konstrukcji nośnej. Produkowany przez korporację Nova, jako jeden z niewielu statków małogabarytowych, FSCS 4 wyposażony jest w dwa silniki pulsacyjne Nova imPulse o łącznej mocy pozwalającej osiągnąć ciąg około 15g oraz w wydajny napęd jonowy wystarczający do sprawnego manewrowania wokół dużych jednostek do których dokuje. Całości dopełnia sporych rozmiarów silnik antygrawitacyjny Nova ST210e, który wspomagany jest przsz dość małych rozmiarów silniki wentlatorowe, które są wykorzystywane głównie do stabilizacji lotu atmosferycznego. Niezbędny bufor grawitacyjny, niwelujący przyspieszeie do 5g,  zapewniają sprawdzone w wojskowych jednstkach, generatory Rolls Royce M500.

Budowa FSCS jest banalnie prosta. Przednią część stanowi kabina pilotów, mieszcząca dwie osoby, która oddzielona jest od środkowej części jednostki grodzią przesłonową, którą w ostateczności można zamknąć i zhermetyzować. Dział towarowy, jest otwartą przestrzenią do której można dostać się z lewej i prawej strony pojazdu przez przesuwne wrota stanowiące jednocześnie burtę statku. Taka budowa pozwala na całkowite otwarcie przestrzeni towarowej i szybki załadunek. Tył pojazdu stanowi reaktor liniowy zasilający FSCS oraz umieszczone po bokach kadłuba silniki wentylatorowe oraz dławiki silników pulsacyjnych. Zbiorniki paliwa oraz generatory a-grav zajmują praktycznie całą powierzchnię podłogi tego małego transportowca.

Przestrzeń towarowa FSCS dopasowana została do szerokiej gamy wyposażenia, a jego modularna konstrukcja pozwala na praktycznie natychmiastową wymianę jego elementów. Sprawia to, iż FSCS może zostać przystosowany do przewożenia ludzi, sprzętu czy też zmienić się w ambulans kosmiczny w kilka minut po zadokowaniu. We Flocie spotyka się głównie wersje towarowe, oraz przystosowane do przewozu załogi na pokład statku matki. Dodatkowe wyposażenie stanowi zestaw sensorów dalekiego zasięgu, wykorzystywany głównie w poszukiwaniu rozbitków oraz działko FDA LC315 i możliwość podczepienia dodatkowych wysięgników z uzbrojeniem, lecz jest to opcja bardzo rzadko spotykana.

Poza służbą we Flocie Gwieznej, APTU FSCS 4 spotkać można praktycznie wszędzie, gdzie liczy się niezawodność, modularność i łatwość operowania ładunkiem. Można szacować, iż ilość FCSC 4 będących w użyciu sięga ponad 50 tysięcy jednostek, będących na wyposażeniu armii oraz prywatnych przedsiębiorców.

Nov 28

Od zera do miliardera. Tak można opisać, krótką i bużliwą historię pewnej planetoidy, której numer katalogwy jest znany jedynie kartografom i astonomom. Na mapach Systemu widnieje natomiast jako Nowy Boston, planeta-stocznia. Jedyne takie miejsce w federacji, fascynujące i prężne, całkowicie sztuczny twór będący dowodem, że ludzie są w stanie zasiedlić każdą przestrzeń w kosmosie.

Nowy Boston to planetoida w pasie asteroid w systemie O3517 Laika w grupie Galiard, bedącym pozostałością po planetotwórczych ruchach, jakie miały miejsce pomiędzy gwiazdą, a gazowym gigantem Solos, jedyną planeta w tym układzie. Planeta prawdopodobnie nigdy nie uformowała się do końca z powodu pól grawitacyjnych gwiazdy i giganta, pozostawiając pas bogaty we wszelkie potrzebne człowiekowi zasoby.

Ta kosmiczna żyła złota została natychmiast, po odkryciu w 2134 roku, obsadzona kopalniami i rafineriami. Rok później odkryto O3517/AP2746, planetoidę będącą największym obiektem w pasie asteroid Laiki, której kapitan grupy zwiadowczej, Trevor Carter, nadał nazwę Nowy Boston. Planetoida była na tyle duża by zbudować na niej habitaty mieszkalne oraz wykorzystać ją jako podstawę dla największego portu przeładunkowego o jakim słyszał System.

Planetoida przez dziesiątki lat obrastała w hermetyczne miasta wyposażone w sztuczną grawitację, setki doków oraz instalacje techniczne potrzebne do ich obsługi. Całe życie na Bostonie toczy się w wielopoziomowych miastach, składających się z habitatów zlokalizowanych tuż obok portów i hal konstrukcyjnych. Trudno jednak mówić o prawdziwych miastach w kontekście Nowego Bostonu, gdyż cała gigantyczna konstrukcja mieszkalno-przemysłowa jest jednym tworem, podzielonym na sektory i dzielnice. Ponieważ Nowy Boston powstaje nieustannie od 2135 roku, rzutuje to na wygląd i stan techniczny poszczególnych sekcj miast, które rozwijają się wraz z napływem ludności oraz inwestorów zacheconych wizją szykiego wzbogacenia się jakie roztacza, posiadająca rządowe licencje, Nova.

Bogactwa naturalne Laiki, od początku przyciągały nie tylko przedsiębiorców, ale także szarą strefę rynku. Nowy Boston oraz instalacje w pasie asteroid to specyficzna mieszanka korporacyjnych supertechnologii oraz pragmatyzmu małych przedsiębiorców. Nowoczesna technika miesza się tu z wieczną prowizorką funkcionującą od dziesiątek lat. Tu mieszają się też wszelkie grupy społeczne tworząc idealne miejsce dla tych wszystkich, którzy chcą zbić swoją mała fortunę cięzko pracując lub zaczać nowy rozdział w życiu, niekoniecznie legalnie.

Tudno mówić o Nowym Bostonie w kategoriach różnic kulturowych, gdy mieszkańcy tworzą tak kolorowy zbiór wszelkich możliwych nacji, osadzony w sztucznym tworze jakim jest miasto na planetoidzie i jej siostrzanych ciałach niebieskich. Mimo to wyraźnie widać, na każdym kroku, w srukturze Nowego Bostnu wpływy kulturowe jego mieszkańców. Prawdopodobnie wynika to z ogromu miasta i jego przyległych stacji satelitarnych, których nie da się porównać do żadnej innej kostrukcji zbudowanej przezczłowieka w kosmosie, oraz chęci manifestacji swojej przynależności kulturowej. Jasny i przestronny pasaż pełen multikulturowych obrazów, przy którym znajdują biura firm wydobywczych lub transportowych, może skrywać, poziom niżej, “ciemne uliczki” pełne nastrojowych barów z różnych zakątków wszechświata, gdzie załatwiane są mniej oficialne interesy.

Najprężniej rozwijającą się dzielnicą jest sektor zawierający stocznie i doki Boston Builders oraz siąsiadujące z nim sektory mieszkalne i rozrywkowe głównych korporacji. Te znów dość płynnie przenikają się z gigantyczną siecią portów i poplątanych, budowanych bez spójnego planu, sektorów mieszkalnych pozostałej populacji planetoidy-misata. Tak zwane Doki, są olbrzymim obszarem pełnym tuneli technicznych i mrocznych korytarzy prowadzących do trzewi portu. Jednak są tam też rozświetlone światłem lamp technicznych sekcje mieszkalne, które ostatecznie, klaustoboficznymi korytarzami, łączą się z szerokimi, jasnymi pasażami prowadzącymi do ogólno dostępnych sektorów rekreacynych.

Nowy Boston jest siedzibą wielu korporacji zajmujących się wydobyciem oraz przetwórstwem urobku, w tym głownie udział ma oczywiście Nova, która także udziela licencji na równoległe wydobycie tym wszystkim, których na to stać. Drugą największą firmą jaka rezyduje na Nowym Bostonie są stocznie produkujące ciężkie statki transportowe oraz jednostki wojskowe, Boston Builders. Poza korporacjami na Nowym Bostonie znajduje się także olbrzymia placówka Gildii Kupieckiej, której lokacja i znaczenie Bostonu idealnie wpisują się w idee jakie przyświecają Armadzie.

planeta: NowyBoston
gwiazda: O3517 Laika w Grupie Galiard
sektor: Sektory Zewnętrzne

populacja planetoidy: ok. 5 mln
populacja towarzyszących asteroid: 2 mln

średnia odległość od gwiazdy: 4,36458821 j.a.
peryhelium: 4,6478991 j.a.
aphelium: 4,1564588 j.a.

rok gwiezdny: 851,3640 dni (SET)
okres obrotu: 11 h 46 min (SET)

średnica równikowa: 1046.008 km (0,164 Ziemi)
średnica biegunowa: 1093.369 km (0,172 Ziemi)
masa: 9378,552×1023 kg (0,157 Ziemi)
nachylenie osi: 0,85°
albedo: 0,76
satelity naturalne: nie dotyczy
satelity sztuczne: nie dotyczy

przyspieszenie grawitacyjne: 0.961 m/s2 (0,1 g)

atmosfera: brak
sztuczna atmosfera: ziemska

ciśnienie atmosferyczne: brak
temperatura powierzchni: -273°C
(minimalna/średnia/maksymalna)

sztuczna temperatura powierzchni: 5°C / 26°C / 40°C
(minimalna/średnia/maksymalna)

Wykorzystane obrazy autorstwa: Philip Straub, Feng Zhu, Craig Mullins

Nov 23

Gdy w roku 2224 walki z Czwartym gatunkiem znówg przybrały na sile, dowództwo Floty Gwiezdnej postanowiło wprowadzić na pole walki nowy myśliwiec. Tym razem miała być to jednostka UMPW, ale zorientowana głównie na walkę w kosmosie, a możliwości walki w atmosferze miały być drugoplanowe, aczkolwiek także ważne. Tak w roku 2227 powstał Phoenix, wyprodukowany podobnie jak Goldwing, przez Boston Builders.

Projektaci z Bostona mieli w założeniu stworzyć jednostkę o osiągach zbliżonych do Goldwinga, ale o znacznie silniejszym uzbrojeniu oraz zwiększonej manewrowości. Wykorzystano schematy konstrukcyjne kokpitu, gniazda sensorów oraz reaktora  zasilającego STF-300, ale na tym podobieństwa się kończą. Konstrukcja Phoenixa jest charakterystyczna i składa się z centralnie umieszczonego kadłuba z kokpitem pilota, obok którego znajdują się półkoliste “skrzydła” oraz silniki. Decyzja o rezygnacji z nośnej funkcji płatów podyktowana była konieczniścią pomieszczenia w nich zbiorników paliwa, zwiększenia nośnosci gabarytowej myśliwca oraz rozmieszczenia manewrowych cewek grawitacyjnych.

Podobnie jak w przypadku Goldwinga, potężne silniki antygrawitacyjne Boston GravStream 20c zapewniają stabilność lotu w atmosferze. Szerokie rozstawie silników zaowocowało zwiększeniem zwrotności Phoenixa podczas walk orbitalnych i skompensowało niedoskonałości poczas lotów atmosferycznych. Dodatkowo, zainstalowane silniki Nova Aero SV-300e, zmodyfikowane przez inżynierów Boston Builders, wraz z silnikami wentylatorowymi, zostały wyposażone w system przeciążania dający dodatkową moc.

Phoenix jest wyposażony w najpotężniejsze działa zainstalowane dotychczas na pokładzie myśliwca. Postawiono na siłę podynczego impulsu instalując działa FDA LC250 o dwóch cewkach, każda o mocy 50MW, które dotychczas montowane były jako broń pokładowa fregat BS-250 Warhammer. Ilość dodatkowego uzbrojenia, jakie STF-500 jest w stanie podwiesić pod kadłubem jest także imponująca i stawia go blisko ciężkich myśliwców wsparcia, choć łaczna ilość zamków nie jest większa niż w Goldwingu.

Konstrukcja STF-500 i zastosowane w nim rozwiązania powodują, że jest to myśliwiec znacznie droższy w produkcji niż poprzednik, Goldwing. Jednak osiągi Phoenixa rekompensują tą inwestycje i do roku 2230 wyprodukowano około 2000 sztuk, które są na wyposażeniu elitarnych eskadr.

Nov 20

Gdy myśliwce klasy Guardian dominowały w przestrzeni kosmicznej, będąc na wyposażeniu praktycznie wszelkich agend wojskowych, rządowych oraz prywatnych, w roku 2221 Flota Gwiezdna Systemu zdecydowała się na nową jednostkę stratosferyczną. Nova wycofywała się powoli z produkcji wojskowej na pełną skalę i przetarg wygrały stocznie dotychczas produkujące jedynie ciężkie jednostki kosmiczne, Boston Builders. Zaproponowali myśliwiec, który później na długo zapisał się w historii walk kosmicznych Floty: STF-300 Goldwing.

W porównaniu do poprzednika, Golwing został zaprojektowany z myśą o walkach na niskich orbitach i jako osłona konwojów, jednak nie zapomniano o możliwości walki w atmosferze. Projektanci Boston Builders wyposażyli myśliwiec w wydajny, podwójny silnik Nova Aero SV-300c pozwalający na dokładniejsze sterowanie ciągiem. Zrezygnowano też z dużych skrzydeł na rzecz oszczędnych ramion z cewkami grawitacyjnymi. Pierwsze modele były wyposażone w dodatkowe płaty nośne, lecz zrezygnowano z nich w STF-300 MkII i zamiast nich zastosowano nowoczesne stabilizatory antygrawitacyjne ułatwiające manewrowanie w atmosferze.

Goldwing projektowany był jako jednostka wielozadaniowa i mimo zmniejszonej drastycznie powierzchni nośnej skrzydeł, także znakomicie sprawdza się pdczas lotu w atmosferze. Najbardziej charakterystyczny element konstrukcyjny to olbrzymi silnik wentylatorowy zsynchronizowany z nowoczeanym napędem antygrawitacyjnym Boston GravStream 20, umożliwający szybkie wejście i opuszczenie atmosfery oraz osiąganie pełnej prędkości bojowej bez konoeczności wykorzystywania silników pulsacyjnych. To właśnie dzięki niemu STF-300 jest na wyposażeniu nie tylko stacji orbitalnych czy lotniskowców, ale też garnizonów planetarnych.

Myśliwiec wyposażono w udoskonalony bufor grawitacyjny Rols Royce Gravmaster Elite, który jest aktualnie najwydajniejszym generatorem jaki zainstalowano na jednostakch małych rozmiarów, pozwalając na kompensację do 25g.

Uzbrojenie podstawowe Goldwinga nie różni się od tego jakie znajdziemy na wysłużonych Guardianach – dwa działa FDA LC325. Jednak STF-300 może zabrać więcej dodatkowego uzbrojenia, posiada silniejsze tarcze oraz został wyposażony w nowszy komputer celowniczy IdednTical IGS-30c.

Uczac się na błędach konstrukcji z jakimi borykały się unowoczśniane Guardiany, STF-300 został wyposażony w pneumatyczny szkielet będący w stanie wytzrzymać przciążenia jakie Goldwimlng osiąga dzięki seryjnie wbudowanemu systemowi peciążania silnika. Zasobnik chłodziwa zapewnia około minuty dodatkowego ciągu.

Piloci zaufali nowej konstrukcji i ‘Złotka’ szybko uzyskały status uniwersalnej i niezawodnej konstrukcji. Do roku 2230 Goldwingi trafiły do większości garnizonów planetarnych, stacji strażniczych i do hangarów krążowników w łącznej ilośći około 10 tysięcy.

May 26

Począwszy od pierwszych habitatów założonych w roku 2072, historia kolonizacji Marsa przebiegała bardzo szybko i sprawnie choć nigdy nie została podjęta decyzja o terraforamcji Czerwonej Planety. Przyczyna takich kroków jest dość prosta, gdyż początki kolonizacji Marsa datuje się przed powstaniem pierwszego formatera planet, a gdy w roku 2114 technologia została użyta i pierwszy w historii terraforming planety przebiegł pomyślnie, Mars miał ponad 300 milionów mieszkańców i formatownie go przestało wchodzić w grę.

Pierwsze habitaty, jakie wybudowano, składały się z prostych, modularnych elementów, a infrastruktura techniczna znajdowała się poza sektorami mieszkalnymi. Z biegiem czasu zaczęto wykorzystywać naturalne ukształtowanie terenu oraz budować ochronne kopuły mające na celu nie tylko zamknięcie przestrzeni nad rozrastającym się miastem i ochronę przed burzami piaskowymi, ale także ostateczne ustanowienie ziemskiej atmosfery i ekosystemu. Niestety nigdy nie udało się w pełni zaimplementować ziemskiej fauny i flory, ale to sprawiło iż Mars pozostaje pewnym symbolem i swym niepowtarzalnym klimatem zapada głęboko w pamięć.

W latach ziemskiego exodusu w kosmos, Mars stał się pierwszym i ostatnim portem odwiedzanym przez ludzkość pędzącą w nieodkryte dotąd obszary Galaktyki. Dzięki temu marsjańskie miasta i habitaty parków technologicznych rozrastały się w niewyobrażalnym tempie. Mars stał się bramą do nowego świata, a dzięki swemu naturalnemu uwarunkowaniu mekką przemysłu stoczniowego. Nowe możliwości zobaczyli tam jednak nie tylko technolodzy nowo narodzonych korporacji przemysłu kosmicznego. Gdy Ziemia pustoszała, Mars obrastał w nowe kopalnie, stocznie, rafinerie oraz pozostałą infrastrukturę. Przybywało też ludzi pracujących, ich rodzin oraz patrzących śmiało w przyszłość, kolonistów czekających na swoją Wielką Chwilę.

Surowa zabudowa, będąca dotychczas głównie funkcjonalna, zaczęła przybierać formy bardziej przyjazne zwykłym ludziom. Miasta, zamknięte pod hermetycznymi kopułami, poczęły rozrastać się podobnie jak na Ziemi, choć przestrzeń budowlana rządziła się nowymi, dostosowanymi do wymogów Marsa, zasadami. Architektura Czerwonej Planety to połączenie funkcjonalności i możliwości jakie dawało ukształtowanie ternu oraz przykrywających go kopuł ochronnych z przyzwyczajeniami wyniesionymi z Ziemi. Aglomeracje miejskie ciągną się kilometrami pod powierzchnią ziemi, otwierają się nagle na otwartą przestrzeń pod kopułami by znów kilometrowymi galeriami ciągnąć się wzdłuż zabudowy stoczniowej.

Od czasu boomu kolonizacyjnego i masowego exodusu z Ziemi, Mars rozbudowuje się powoli acz nieustannie. Ze względu na ograniczenia jakie stanowią naturalne warunki planety, powiększanie miast wiąże się z budową nowych kopuł ochronnych lub drążeniem w skale. Mimo to nadal jest to atrakcyjne dla inwestorów miejsce. Na Czerwonej Planecie swój wielki sukces zapoczątkowały stocznie Space Craft Yards, znane teraz jako Wolf Space Crafts. Mimo iż korporacja posiada stoczne na wielu planetach, głównie na orbicie Castora (Wolf Primus, Grupa Wolf, Sektor Nowy Świat), to nadal stocznie zlokalizowane na Marsie pracują pełną parą.

Do roku 2230 populacja Marsa osiągnęła pułap 600 milionów mieszkańców, ale trzeba doliczyć jeszcze dodatkowe 100 milionów osób jakie przewijają się nieustannie przez miasta i jaskinie Czerwonej Planety w interesach, w celach naukowych lub wyłącznie turystycznie. Na powierzchni planety znajduje się około tysiąca miast oraz wiele instalacji przemysłowych, kryjących się pod kopułami ochronnymi lub pod powierzchnią ziemi. Większość z ludzkich centrów zlokalizowana jest wokół farm hydroponicznych lub infrastruktury przemysłowej jak rafinerie Hybridu, czy stocznie WSC. Warto wymienić Perseion i Agros, dwa z największych miast na planecie, każde liczące ponad 3 miliony mieszkańców i pełniące rolę największych portów gwiezdnych oraz planetarnych na Marsie.

Perseion to jedna z pierwszych założonych na Czerwonej Planecie osad ludzkich które zostały przykryte nowatorskimi, na ówczesne czasy, kopułami ochronnymi. Miasto rozrastało się przez dziesiątki lat wypełniając drążone w skale komory i korytarze oraz poszerzając swoje granice o kolejne kopuły. Z orbity, lub z pokładu zwykłego samolotu atmosferycznego wygląda jak gigantyczny wzór fraktalny, wyrastający ze stromego zbocza, nieustająco powiększający się o kolejne, pączkujące sferyczne elementy. W bezpośrednim otoczeniu Perseionu znajdują się stocznie WSC, przez co port gwiezdny nieustannie opuszczają transporty części zamiennych oraz nowo wyprodukowane okręty.

Architektura samego miasta jest równie chaotyczna co jego nieustannie rozrastający się wzór widziany z orbity. Jest to połączenie architektury żywcem przeniesionej z Ziemi oraz “potrzeby chwili”. Trudno oprzeć się wrażeniu że Perseion jest miastem “tymczasowym” lecz nadal trwającym na swym miejscu i sprawdzającym się nienagannie. Dzięki temu posiada niepowtarzalny klimat, który zapada głęboko w pamięć.

Agros jest przeciwieństwem Perseion. Stosunkowo młode, nowoczesne miasto, zlokalizowane na równinie u podnóża Olympus Mons, zostało zaprojektowane i wykonane tak, by nie tylko prezentować się okazale wewnątrz strefy ochronnej, ale także by widok z orbity zapierał dech w piersiach. Kopuły Agros to majstersztyk budowlany i technologiczny na skale całego Systemu. Pokrywające tysiące kilometrów kwadratowych terenu połacie ochronne, wiszą na masywnych kablach rozciągniętych między gigantycznymi słupami pokrywającymi równinę. Pod tym płaszczem z transplastali, wzmacnianej w razie awarii polem siłowym, stoi miasto, którego proces rozbudowy nie ogranicza żadna krawędź kopuły. Jednocześnie płaszcz ochronny miasta stanowi kolektor słoneczny, zasilający metropolię.

W przypadku Agros okolica pozostała niezmieniona i najbliższa zabudowa przemysłowa to oddalone o kilkaset kilometrów farmy hydroponiczne oraz sławna w systemie wojskowa Akademia Pruska, mająca bezpośrednie połączenie z miastem linią szybkiej kolei naziemnej.

Poza miastami powierzchnia planety pozostała niezmieniona od tysięcy lat. Proces powolnej terraforamcji okazał się mało opłacalny, gdy wyszło na jaw, iż miasta-kopuły są wystarczającym środkiem w dążeniu do skolonizowania Marsa. Być może to także stanowi o egzotyce planety, jak innych podobnych jej miejsc, które nie są fomratowane na podobieństwo Ziemi. Zaraz po przekroczeniu śluz powietrznych można poczuć obniżoną grawitację i przez chwilę obserwować szron osiadający na kombinezonie. Mars, mimo intensywnej kolonizacji, nadal skrywa wiele dziewiczych miejsc, których magia przyciąga miłośników przygody i sportów ekstremalnych.

planeta: Mars
gwiazda: M1 Sol w Grupie Sol
sektor: Stary Świat

populacja planety: 600 mln
populacja miast orbitalnych: 3 mln

średnia odległość od gwiazdy: 1,52366231 j.a.
peryhelium: 1,38133346 j.a.
aphelium: 1,66599116 j.a.

rok gwiezdny: 686,9601 dni (SET)
okres obrotu: 24 h 36 min (SET)

średnica równikowa: 6804,9 km (0,533 Ziemi)
średnica biegunowa: 6754,8 km (0,531 Ziemi)
masa: 6,4185×1023 kg (0,105 Ziemi)
nachylenie osi: 25,19°
albedo: 0,15
satelity naturalne: 2
satelity sztuczne: 3

przyspieszenie grawitacyjne: 3,69 m/s2 (0,376 g)
sztuczne przyspieszenie grawitacyjne: 9,80 m/s² (1 g)

atmosfera: niezdatna do oddychania
sztuczna atmosfera: ziemska

ciśnienie atmosferyczne: 0,7-0,9 kPa
temperatura powierzchni: -140°C / -63°C / 20°C
(minimalna/średnia/maksymalna)

sztuczne ciśnienie atmosferyczne: 101 kPa
sztuczna temperatura powierzchni: -5°C / 24°C / 43°C
(minimalna/średnia/maksymalna)

Wykorzystane obrazy autorstwa: Pene Menn, Craig Mullins, Dusso

Dec 2

Najczęściej spotykany stratoyager (stratomyśliwiec) klasy UMPW (Uniwersalny Myśliwiec Pola Walki), będący na wyposażeniu wojska oraz większości pozostałych służb mundurowych. Guaridany noszą znaki Policji Systemowej, straży granicznych, służb celnych czy też zwykłych policji i milicji planetarnych. Dość często Guardiany stanowią wyposażenie kompani ochrony osobistej, prywatnych firm i korporacji.

STF-150e Guardian

Pierwsze modele STF-150 zostały wyprodukowane przez Novą w roku 2173 by zastąpić wysłużony już model F-100j Mk IV Sentinel. W porównaniu z poprzednikiem, Guardian był mniejszy i lżejszy, a jego masa własna liczyła niecałe 5 ton, dzięki czemu można było zastosować oszczędniejsze rozwiązania silnika. STF-150 został wyposażony w pojedynczy silnik pulsacyjno-grawitacyjny Nova Aero SV-200, pozwalający przy optymalnej, łącznej masie 10 ton, osiągać przyspieszenie rzędu 25g. Później, w modelu 150c wymieniono jednostkę napędową na Nova Aero SV-210b wyposażoną w wtrysk dopalacza, co pozwalało czasowo zwiększyć przyspieszenie do 40g. Było to dość ryzykowne gdyż konstrukcja szkieletowa Guardiana obliczona była na przeciążenia maksymalnie 33g.

Ze względu na pojedynczy silnik główny, skonstruowano specjalną dyszę o czterech dużych i charakterystycznych dławikach ułatwiających sterowanie polem grawitacyjnym. By zniwelować efekt “ciężkiego tyłu” STF-150 otrzymał dość długie, jak na stratomyśliwiec, skrzydła w których umieszczono cewki grawitacyjne wspomagające manewrowanie.

Dzięki zastosowaniu najbardziej zaawansowanych systemów buforowania grawitacyjnego, Guardian potrafił skompensować przyspieszenie i obniżyć odczuwalną siłę o 20g. STF-150 był pierwszą jednostką wyposażoną w tak potężne bufory przeciążeniowe, Rols Royce Gravmaster.

Do lotów atmosferycznych Guardian jest nad wymiar obdarzony jednostką anty grawitacyjną Rols Royce GVTE-2-600 o nośności 12 ton, co przerasta całkowitą możliwą ładowność, ale nadmierna moc pozwala na większą zwrotność i stabilność.

Myśliwiec został też wyposażony w nowatorskie, na ówczesne czasy, gatlingi laserowe zmniejszające jednostkowy pobór energii przy jednoczesnym zwiększeniu szybkostrzelności. W STF-150 zamontowano dwa działka FDA LC325 o mocy 3x25MW każde. W pierwszym modelu STF-150 działa znajdowały się obok siebie, pod kadłubem, wzdłuż kokpitu lecz w późniejszych wersjach, począwszy od STF-150c umiejscowiono je na łączeniu skrzydeł obok kokpitu eliminując zakłócenia sensów dziobowych jakie miały tendencje powodować nowatorskie działa.

Do roku 2230 wyprodukowano blisko 40 tysięcy jednostek STF-150 Guardian. Można czasem spotkać dwumiejscową wersje treningową 150c/tr oraz model zwiadowczy 150sr wyposażony w skanery dalekiego zasięgu. Aktualnie najnowszy model podstawowy nosi numer 150e i został wyposażony w dokładniejsze systemy sensoryczne oraz nowsze wyposażenie kokpitu, a także w żagiel fotonowy wyrzucany z zasobników na łączeniu skrzydeł z kadłubem.